24 Apr 2014by ola

Kamila Dworniczak-Leśniak: Pytania o obecność

Kamila Dworniczak-Leśniak: Pytania o obecność

Współczesny taniec często postrzega się jako trudny w odbiorze – czy, w oparciu o swoje doświadczenia, możesz powiedzieć, że rzeczywiście tak jest?

Przyznaję – taniec współczesny jest ciężki w odbiorze. Kiedy widz słyszy „taniec” ma pewne oczekiwania związane z tym słowem, przez to, co proponowane jest w mediach; Taniec z gwiazdami czy inne talent-show – promują wirtuozerię, reprezentację, na to, że, powiedzmy, jeżeli chcę pokazać, że kocham, to będę wykonywała gesty, które widownia tak właśnie odczyta. A taniec współczesny ucieka od narracji. Nie jest tworzony – jak balet – w oparciu o fabułę, unika dosłowności przekazu, bawi się przestrzenią „pomiędzy”. Przez to jest trudny, bo oczekiwania często są niedopełnione, nie ma ani porozumienia, ani wirtuozerii. Dlatego taniec współczesny przemawia do specyficznej grupy osób, które albo są związane ze sztukami wizualnymi, albo są zainteresowane tańcem i mają pewne narzędzia do odczytania kodów, które są tworzone w tej, dość nowej, dziedzinie.

Jako widz często jestem sfrustrowana. Taniec współczesny jest, wiadomo, młodą sztuką, więc cały czas jest mu ciężko się zdefiniować, jest często bardzo konceptualny, do takiego poziomu, że staje się teoretyczny i suchy. Z drugiej strony, po prostu ciężko jest zrobić dobry spektakl, który potrafi znaleźć równowagę pomiędzy byciem ciekawym, poruszającym a teoretycznym. Niestety, według mnie jest bardzo dużo złych spektakli. To nie dlatego, że artyści są źli, ale po prostu sztuką jest zrobić dobrą pracę. Chciałabym znaleźć sposób na to, żeby grono odbiorców tańca współczesnego – i mojej pracy – było szersze.

Nie masz wrażenia, że taniec jest marginalizowany w porównaniu z innymi sztukami, nawet w mediach specjalistycznych? Może to też ma wpływ na wciąż wąskie grono odbiorców?

Wydaje mi się, że rzeczywiście tak jest. W Polsce sytuacja jest specyficzna. Na przykład, kiedy chciałam się uczyć, nie istniała w kraju szkoła tańca dla osób, które nie ukończyły szkoły baletowej. Dla mnie więc – skoro chciałam rozwijać się dalej – nie było innej możliwości, niż wyjechać z kraju. Jesteśmy trochę w tyle. Nie mamy kadry, która byłaby wyedukowana; jest ta, która wyszła ze starego systemu. Nie chcę powiedzieć, że nasze szkoły są złe, ale tradycja dopiero się kształtuje. Instytut Muzyki i Tańca powstał kilka lat temu – nacisk jest tu położony, rzecz jasna, nie tylko na taniec. Jest tradycja teatru, a nie ma tradycji tańca. Ciężko więc się dziwić, że jest marginalizowany.

Poza tym budżety, w porównaniu z zachodnimi, są, trzeba przyznać, śmieszne. To są takie pieniądze, że gdybym chciała zaproponować pracę komuś z Zachodu, no to jest ciężko… wszędzie jest walka o fundusze, ale jednak mamy w Polsce sytuację trudniejszą.

Mimo to w Polsce odbywa się wiele inicjatyw z obszaru tańca i sztuk performatywnych – młode pokolenie tancerzy-choreografów staje się rozpoznawalne, przyczyniła się do tego również książka Pokolenie solo Anny Królicy. Czy możemy mówić, że istnieje coś takiego jak polska, narodowa, scena tańca? Czy czujesz się jej częścią?

Ja zawsze czuję się częścią polskiej sceny, choć tak naprawdę wydaje mi się, że nie jestem. Dzięki Art Stations Foundation i Joannie Leśnierowskiej, która, odkąd trafiłam do Starego Browaru w Poznaniu, zawsze mnie wspiera, pomaga realizować projekty, oraz moim koleżankom, z którymi pracowałam, poznałam wiele osób. Zaczynam na dobre czuć, że chcę być częścią polskiej sceny. Zgłaszam się na programy stypendialne, ministerialne, piszę, że chciałabym wrócić do kraju, ale mój głos nie ma rezonansu; kilkakrotnie słyszałam opinie, że skoro jestem w Berlinie, to nie będą mnie wspierać. Oczywiście jedno to  oficjalne źródła finansowania, a drugie to inicjatywy poszczególnych kuratorów. Bardzo jestem wdzięczna Marcie Keil i Grzegorzowi Reske za zaproszenie mnie na Identity.Move!. To szansa na poznanie nowych artystów i nawiązanie kontaktów.

Jeśli natomiast chodzi o narodową scenę tańca to nie wiem, czy można mówić o czymś takim… Taniec w Polsce jest bardzo zróżnicowany. Mamy długo działające grupy, jak Lubelski Teatr Tańca czy Polski Teatr Tańca, które proponują odmienne podejście niż młode osoby, które uczyły się zagranicą i wróciły ostatnio do kraju. Widzę duże różnice w myśleniu o tańcu. Jest też całe nowe pokolenie osób, które już są uczone przez osoby, które były zagranicą albo same jeżdżą i się uczą, widzą, co się tam dzieje. Nie mówię o tym, że lepiej się wyedukować poza krajem i wrócić, ale trzeba zrozumieć, że są różne sposoby myślenia o ruchu, o tworzeniu. Każda konkretna praktyka taneczna czy spektakl są odzwierciedleniem pewnego sposobu myślenia o świecie i o człowieku, są odbiciem pytań, które stawia sobie artysta. Nie wiem więc, czy mówiłabym o narodowej scenie tańca. Na pewno mówiłabym o konkretnych osobach, którzy pojawiają się na festiwalach, w mediach – jest bardzo dużo ciekawych inicjatyw, prac.

Jak godzisz rolę pedagoga z występami solowymi?

Dla mnie to nie jest trudne, bo bardzo interesuje mnie tworzenie własnej praktyki, specyficznych metod pracy. Bycie pedagogiem daje szansę podzielenia się moim sposobem myślenia o ciele, o człowieku, zobaczenia, jak to działa w praktyce, co ludzie z tego biorą, co intrygującego mogę zobaczyć w drugiej osobie i jak mogę to wzmocnić. Tak naprawdę nie ma więc dla mnie żadnego problemu z godzeniem tych dwóch funkcji. Chciałabym nawet więcej pracować jako pedagog – mieć możliwość prowadzenia większej ilości warsztatów, i to szczególnie warsztatów autorskich. Interesuje mnie przede wszystkim praca pedagogiczna, która jest twórcza, chociaż uczę również techniki.

Nad czym teraz pracujesz – i jakie masz plany na przyszłość?

Za dwa tygodnie mam premierę w Starym Browarze w Poznaniu, w Art Stations Foundation. Teoretycznie to będzie spektakl solowy, bo ja jestem na scenie, ale nie tworzyłam go sama – pracowałam z dramaturgiem, Ivoną Šijaković, która jest Serbką, a którą jest wspaniałym reżyserem teatralnym i dramaturgiem, i z muzykiem, Pamelą Mendez, która jest z kolei ze Szwajcarii. Joanna Leśnierowska zaprojektuje światło i przestrzeń, więc jest tutaj silna babska ekipa. Spektakl nazywa się I never fall apart, because I never fall together. Wydaje mi się, że znowu pozostaję przy pytaniu o tożsamość, niespójność jednostki, ale również rozważam ciągłe dążenia do bycia całością, ale także częścią większej całości – społeczeństwa. Potem będę dalej prowadziła badania nad metodami pracy choreograficznej, wyobraźnią, snami, ciałem i perspektywami patrzenia, różnymi punktami widzenia, nad tym, jak można z tego stworzyć praktykę taneczną. Planuję robić doktorat, zobaczymy, co z tego wyjdzie. Spektakle, mam nadzieję, cały czas będę pokazywała – moje  stare solo jedzie do Edynburga, potem będę też w Poznaniu, na Malta Festival.

 

KAMILA DWORNICZAK-LEŚNIAK (1985) – historyk sztuki ze specjalizacją muzealniczą, doktor nauk humanistycznych, autorka tekstów krytycznych i redaktorka. Zajmuje się historią fotografii i krytyki artystycznej w Polsce, a także różnymi obszarami polskiej sztuki współczesnej. W latach 2009–2014 doktorantka w Katedrze Historii Sztuki Współczesnej KUL. Laureatka Nagrody im. ks. prof. Szczęsnego Dettloffa za rozprawę doktorską poświęconą recepcji wystawy The Family of Man w Polsce (2014). Publikowała m.in. w Magazynie O.pl, „Dwutygodniku”, „Arteonie”, w latach 2010–2012 szefowa oddziału lubelskiego Internetowego Magazynu „Teatralia”. Od 2013 do 2017 roku redaktor naczelna O.pl.

 

http://magazyn.o.pl/2014/anna-nowicka-pytania-o-obecnosc/2/

 

 

Categories: interview

Leave a reply