29 Jan 2016by ola

Marek Bochniarz: Spisywała swoje sny. A teraz zrobiła na ten temat spektakl

Marek Bochniarz: Spisywała swoje sny. A teraz zrobiła na ten temat spektakl

Szukam pomysłu na to jak można przełożyć obserwację snu i wiedzę teoretyczną na praktykę choreograficzną – mówi Anna Nowicka*. W sobotę w Studiu Słodowni Starego Browaru w swoim przedstawieniu zabierze publiczność w nietypową podróż w podświadomość. W “Stanach wyśnionych” porzuciła zwykłą, linearną narrację i konkretną fabułę. Nacisk położyła na poetyckość, budowanie obrazów i doświadczenie. Jej eksperyment to efekt zawiłej drogi artystycznej. Dzięki fortunnym zbiegom okoliczności poznała wyjątkowe performerki, i z ich wsparciem odnalazła swój własny głos.

Marek Bochniarz: Jak trafiłaś do programu Stary Browar Nowy Taniec?
Anna Nowicka: – Zanim wyjechałam z Polski do szkoły tańca SEAD w Salzburgu słyszałam już o otwarciu Starego Browaru i widziałam prace ówczesnego Towarzystwa Gimnastycznego. Już wtedy w Warszawie krążyły legendy o tym miejscu, o Joannie Leśnierowskiej i nowym podejściu do tańca. Ale do Poznania trafiłam dopiero w 2010 roku, na przesłuchania do Solo Projektu. To był wtedy jedyny tego rodzaju program w Polsce, który oferował młodym choreografom możliwość stworzenia autorskiego przedstawienia. Wiedziałam, że Joanna Leśnierowska zna się na tańcu współczesnym, na choreografii, jest wyjątkowo wymagająca. Złożyłam aplikację do Solo Projektu, w której napisałam o moim zainteresowaniu płynnością tożsamości i inspiracją postacią Andy Kaufmana. Ten amerykański artysta komediowy pracował intensywnie na zatarciu granicy pomiędzy nim jako realną osobą, a działaniem jako wykreowaną personą. Projekt zatytułowałam “the truth is just a plain picture. said bob”. Równocześnie zgłosiłam się z nim do Art Stations Foundation w Poznaniu i Workshop Foundation w Budapeszcie. Stało się tak, że został przyjęty w obu miejscach!

Musiałaś wybierać?
Zrobiłam dwa spektakle pod tym samym tytułem, ale były tak naprawdę bardzo różne. Jeden polegał na współpracy z węgierską artystką wizualną, Szenteleki Dori. W performansie pracowałyśmy na scenie z kamerą i z nią eksperymentowałyśmy. “Węgierski” spektakl pozwalał też choreografii wykroczyć poza scenę – zagospodarowałyśmy foyer i schody Teatru Mu. Tam spotkałam po raz pierwszy Petera Pleyera, który przyszedł zobaczyć moją pracę a później współpracował ze mną przy Solo Projekcie.

Badasz związki między tańcem a snem. Skąd takie zainteresowania?
Temat snu zaczął się, gdy jeszcze studiowałam w Warszawie psychologię, jednocześnie chodząc na zajęcia taneczne do Ani Godowskiej. To była grupa eksperymentalnego projektu performatywnego. Ania zaproponowała, żebyśmy zaczęli spisywać nasze sny. Od zawsze bardzo dobrze je pamiętałam. Dlatego były mocno wpisane w moje “jestestwo”. Na ostatnim roku studiów w Salzburgu szukałam też silnej kobiecej osobowości tanecznej. Dziwnym trafem poznałam kogoś, kogo oglądałam dotąd tylko na wideo i scenie – słoweńską performerkę Malę Kline. Dzięki niej trafiłam do nowojorskiej Szkoły Wyobrażeń (The School of Images), założonej przez Catherine Shainberg. W szkole zajmujemy się procesualnością w ciele, pracą z wyobraźnią i tym, jak można to wykorzystać w codziennym życiu.

Czego jeszcze uczą w szkole?
Nie tylko różnorodnych narzędzi pracy, wiedzy teoretyczno-praktycznej, ale i tego jak pracować z ludźmi. Równoległe do zajęć w Szkole Wyobrażeń podjęłam też naukę u Bonnie Buckner. Zaproponowałam jej stworzenie lekcji dla polskich performerów. Bardzo nam pomogła i stworzyła program stypendialny, bo zajęcia są normalnie drogie.

Jak można pamiętać swoje sny?
Zapamiętywanie snów jest czymś, co można wypraktykować. Pierwszym krokiem jest zakup zeszytu, “dziennika sennego”, który kładzie się wraz z długopisem obok łóżka. Przed zaśnięciem, wpisuje się w niego datę i wysyła intencję, żeby sen zapamiętać. Po przebudzeniu (najlepiej bez budzika) bierzemy zeszyt i spisujemy wszystko, co pamiętamy ze snu. Może to być nawet najmniejszy fragment, odczucie, kolor, skrawek doświadczenia. Krok po kroku, będziemy pamiętali więcej.

A jak “przejąć kontrolę” nad snem?
Praca polega na tym, aby wprowadzić świadomość do snu i zauważyć fakt, że się śni. W szkole uczą nas, że te dwa stany bycia tak naprawdę cały czas się ze sobą przeplatają. Nawet, gdy teraz rozmawiamy, to na jakimś poziomie równocześnie śnimy. Proces intuicji, odczuć płynących z ciała, wyobrażeń związanych z przeszłością, związanych z wrażeniami obecnymi – jest w nas cały czas obecny. Równocześnie odbywa się proces logicznego myślenia, konceptów i teorii. Gdy “usypia”, to praca wyobrażeniowa przesuwa się na pierwszy plan i komponować się w formie snu. Ważne, aby ten umysł, który jest w stanie obserwować, zobaczył co się dzieje – to, że w tym momencie śni.

Jak przygotowywałaś się do premiery “Stanów wyśnionych”?
Przygotowania trwały długo i były bardzo złożone. Pomimo wsparcia z Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk i z Funduszu Wyszehradzkiego, większość prac organizacyjnych wykonywałam sama. Z części otrzymanych środków przygotowałam projekt edukacyjny. Od sierpnia prowadziłam bardzo wiele warsztatów – w Starym Browarze, Budapeszcie, Wrocławiu, Portugalii, Warszawie. Potem przyszła kolej na pracę performatywną nad samym spektaklem. Tutaj mam ogromne wsparcie niezwykłych artystów, z którymi współpracuję: Burkharda Körnera, Oli Osowicz, Weroniki Pelczyńskiej i dramaturżki Eleonory Zdebiak. Żeby nie wspomnieć o autorze muzyki, Wojtku Urbańskim (“Rysy”), czy słoweńskiej projektantce mody Tanji Padan (“Kiss the Future”).

Dlaczego ciągle wracasz do Art Stations Foundation?
To jedyne takie miejsce w Polsce – dla mnie bardzo wyjątkowe. Wchodzimy już w szósty rok współpracy. Joanna Leśnierewska i cała ekipa bezustannie mnie wspierają i to wsparcie jest bezcenne. Bo dzięki temu mogę się rozwijać i tworzyć kolejne spektakle. Ważne, że premiera “Stanów wyśnionych” właśnie tutaj się odbędzie.

Categories: interview

Leave a reply